Czy Jane będzie w stanie uporać się z tym, co trawiło ją od środka? Dowie się po co pojawił się tajemniczy Głos podświadomości w jej głowie? Czy uda jej się poskromić gniew? Co będzie w stanie poświęcić, aby pozostać sobą?
Pierwszy był Jason, w drugiej klasie. Przystojny blondyn, rok starszy od niej. Gryfon. Pamiętała jak się do niej uśmiechał. Czasami pomagał w lekcjach. Zabierał na spacery do Zakazanego Lasu, gdzie nauczyła się wyzbywać strachu. Sprawił, że stała się odważniejsza. Bardziej pewna siebie. Razem nurkowali w jeziorze, rzucali sobie wyzwania skacząc przy Wierzbie Bijącej i zakładając się kto wytrzyma dłużej. Uwielbiała tę nutkę adrenaliny, która zawsze towarzyszyła jej w jego towarzystwie. To trwało kilka miesięcy, po czym on poznał jakąś Klarę, również Gryfonkę, która była niemal bardziej szalona od niego. Uznał wtedy, że Jane to już przeszłość i zostawił ją podczas jednej z przechadzek po Zakazanym Lesie. Dobrze pamiętała tamten ból. Od tamtej chwili przestała tak łatwo nawiązywać kontakty. Był tylko jeden plus. Przestała bać się wyzwań. W pewnym sensie zatrzymała w sobie jakąś odważną cząstkę Jasona.
"Dobrze, a więc mamy już pokład odwagi i złości. Po zdradzie Jasona zamknęłaś się na kontakty z innymi ludźmi, ale otworzyłaś się na adrenalinę. Zabrałaś mu odwagę."
Zaraz, jak to zabrałam odwagę?
"Wszystko w swoim czasie... Co było dalej?..."
Następny był Martin. Ślizgon. Oboje mieli po czternaście lat. Martin był wysoki, miał idealnie czarne włosy i oczy, oraz baaardzo trudny charakter. Potrafił być bezwzględny i ostry. Czasami stawał się agresywny. Po jakimś czasie podłapała jego skłonności do zła. Często się kłócili, Jane zaczęła się wyżywać na młodszych uczniach. W końcu podczas jednej z kłótni Martin uznał, że ma jej dość i odszedł. Uspokoiła się dopiero po miesiącu. Nigdy jednak nie była już tą samą milutką Jane co kiedyś. Coś się w niej zmieniło. Znowu.
"Skłonności do agresji i bezwzględność wspomagane kolejnym bólem i dodatkowe zamknięcie w sobie. Mam już prawie cały obraz sytuacji."
Zdradzisz mi go?
"Wszystko w swoim czasie..."
Tuz przed Erethem pojawił się Puchon. Rob. Miły, uprzejmy... Ale jednocześnie mało wyrozumiały. Nigdy nie uronił ani jednej łzy i z pewnością nie należał do tych miękkich, którzy przytulą w potrzebie lub pocieszą. Czego się od niego nauczyła? Że w życiu trzeba być twardym. Po niemal miesiącu utraciła tą swoją niesamowitą zdolność rozumienia innych ludzi. Świetnie się jednak rozumieli. Zapowiadało się na całkiem niezły związek. Niestety, tuż przed zakończeniem roku, podczas jednego z tak lubianych przez niego pojedynku w lochach źle wypowiedziane przez przeciwnika zaklęcie rozwaliło pół korytarza. Rob walczył o życie niemal dwadzieścia cztery godziny. I przegrał. Ten ból był naprawdę nie do zniesienia. Od tamtej pory całkowicie unikała ludzi, stała się twardsza.
"A więc mamy i to. Jeśli połączyć cechy, które zebrałaś od swoich byłych mamy tą nową Jane, która cię ogarnęła. Właśnie to stało się z twoim bratem. Odebrał swoim dziewczynom cząstki ich osobowości i stał się taki, jaki się stał, bo zagłuszył swoją podświadomość. Ja jestem głosem tej dawnej Jane. Bo widzisz... Ta zdolność pojawiała się zawsze w rodzinie twojej matki w co czwartym pokoleniu. Rodziła się wtedy jedna charłaczka, która zwykle wychodziła za czarodzieja i rodziły im się dzieci, które potrafiły... pobierać z ludzi ich dominujące cechy. Zabierać ich cząstki. Zwykle byli to mieszkańcy czterech domów Hogwartu. W zależności od tego, jakie były to cechy, tworzyła się w nich ich druga osobowość. Kiedy schodziła na złą drogę pojawiała się ich podświadomość, aby im pomagać. Czegoś tu jednak nie rozumiem..."
No wiesz, ja nie rozumiem nic. Że niby zabieram ludziom ich osobowość?
"W pewnym sensie. Tylko dominujące cechy. Ale... No dobra, po Jasonie otrzymałaś odwagę, co popchnęło cię do zostania aurorką. Po Martinie otrzymałaś bezwzględność i agresywność, co sprawiło, że chciałaś, aby inni ludzie cierpieli tak jak ty. Rob sprawił, że stałaś się twarda i przestałaś rozumieć nawet własną matkę. Ale... Co zabrałaś Erethilionowi? W twojej złej stronie nie widzę żadnej z jego dominujących cech."
Zależy jaka była jego dominująca cecha.
"No właśnie. Sęk w tym, że to, co najbardziej w nim górowało, to ty."
Słucham?!
"No właśnie. Sama tego nie rozumiem. Eh... No cóż, ale skoro chodzi o tą nową Jane... Musisz ją powstrzymać."
Ale jak? Nie potrafię!
"Musisz odwrócić się od tego, czego najbardziej pragnęła ta nowa. Zajmij się tym, czego pragnęła ta Jane, która jako jedenastolatka przekroczyła próg Hogwartu. Zastanów się, co wtedy najbardziej kochałaś? Czego pragnęłaś?"
Jane zamyśliła się. Coś pamiętała. Jak przez mgłę... To były chyba nuty... Tak, kochała muzykę. Śpiewała. Uczyła się grać na gitarze. Trafiła do Ravenclawu, ale nie chciała kariery w branży nauki. Chciała śpiewać.
Ale po tym wszystkim chciała zostać aurorką. Nie chciała... nie potrafiła z tego zrezygnować. Bo niby dlaczego miałaby?...
"Aurorstwo podsyca twoje negatywne cechy. Musisz odciąć się od wszystkiego, co je wywołuje. Zagłuszyć złą Jane. Jeśli będziesz dostatecznie silna, dasz radę ją zniszczyć. Wyrównasz siły. Nigdy nie będziesz już taka sama jak kiedyś, ale osiągniesz równowagę pomiędzy tymi dwiema częściami. Musisz tylko porzucić to, co się wiąże z agresją."
Czyli mam stąd odejść? Spróbować inaczej?
"Dokładnie."
***
Nie mogła zasnąć. Czy była w stanie zrezygnować z zostania aurorką? Jak to możliwe, że "pobierała" najsilniejsze cechy swoich chłopaków? Naprawdę musiała odejść? Zostawić to wszystko i tak po prostu wyruszyć przed siebie? Spojrzała w kąt swojego pokoju. Tam nadal stała jej stara gitara. Czy lubiła śpiewać? Tak. Kiedyś. Czy nadal ją to interesowało? Na pewno nie tak bardzo jak dawniej. Zmarszczyła brwi. Sentymenty. Największa głupota słabych. Przecież ona nie była słaba! Potrafiła o siebie zadbać! Była silniejsza niż kiedykolwiek! Zmieniła się. Nigdy więcej łez. Nigdy więcej bólu. Wszystko przekuła w złość i agresję. Miała ochotę zniszczyć ten głupi dom, wszystko, co się z nim wiązało...
"Jane, spokój! Najsilniejsza będziesz wtedy, gdy się uspokoisz, rozumiesz?"
Zamknij się.
Zerwała się z łóżka. Chciała zniszczyć to wszystko. Zaczynając od tego głupiego instrumentu. Chwyciła różdżkę i wycelowała w gitarę.
Nie! Nie chcę tego zrobić!, krzyknęła na siebie w myślach, przypominając sobie o tej swojej dobrej stronie. Musiała odejść, zanim zrobi coś strasznego. Coś, czego będzie później żałować.
Rzuciła na swoja ulubioną torebkę zaklęcie powiększająco-pomniejszające i wpakowała w nią wszystkie swoje zdjęcia, ubrania, zeszyty, notatki, zapas piór i atramentu. Oraz swoją gitarę. Nie miała pojęcia, co zrobi, ale nie mogła zostać w domu. Nie mogła wrócić do szkoły. Skoro chciała zniszczyć własny dom, istniało duże prawdopodobieństwo, że zrobiłaby tam komuś dużą krzywdę. A za coś takiego na pewno i tak by ją wylali. Otworzyła okno i spojrzała w dół.
Czy robię dobrze?, spytała Głos.
"Tak" odparł.
A więc skoczyła. Nie było to wysoko, więc zgrabnie wylądowała na nogach i ruszyła szybkim krokiem do przodu, nie oglądając się za siebie.
Zacznę od tego, że nie czytałam żadnej z poprzednich 9ciu części, więc będę oceniać tylko tą.
Podoba mi się pomysł na fabułę. Ta mistyczna tajemnica, dziecko charłaczki obdarzone dodatkowymi, magicznymi umiejętnościami. Trochę mrocznymi, trochę tajemniczymi. Zabieranie przodujących cech innych i adaptowanie ich jest ciekawym pomysłem. Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam o Xmenach ^^.
Zagubione w akcji zostały przecinki. Niewiele, ale kilku brakuje. Piszesz bardzo ładnie, podoba mi się Twój styl, jest lekki. Jakiś zgrzytów nie zauważyłam, nic na czerwono mi się nie podkreślało ; )